MACIERZYŃSTWO

NIE DYSKUTUJ TYLE, TYLKO DAJ MU NA DUPĘ!

Mama Kubusia5 comments775 views

Podobno za dużo dyskutuję z Kubą. Nawet w sytuacjach, kiedy jego zachowania “przekracza wszelkie granice” – rozmawiam. Inni sugerują mi… klapsa w dupę – nigdy tego nie zrobiłam. Wolę rozmowę, która z czasem przynosi efekty. Jakie?


Jak dobrze wiesz – wychowuję Kubę bez ojca. Doskonale pamiętam, jak kilka lat temu pewien anonim napisał mi w komentarzu, że mój syn zostanie ćpunem i umrze pod mostem wyłącznie dlatego, że w jego życiu zabraknie ojcowskiej ręki. Ojcowską rękę można moim zdaniem śmiało porównać z dobrym, męskim przykładem i autorytetem – a tego w życiu mojego syna nie brakuje. Ma dziadka (moje tatę), wujka (mojego brata) i ojców kolegów (również “wujków”). Kuba – choć pozornie wydaje się to ledwo widzialne – naprawdę szanuje ich zdanie mocniej. Oczywiście nie oznacza to, że moje jest mniej ważne, bo wielokrotnie udowodnił mi (choć nie musiał), że zdanie mamy względem tego co może, a co nie – jest najważniejsze. Jak wiesz, Kuba za niecałe sześć miesięcy pójdzie do zerówki, więc chcąc nie chcąc – to ja sama prowokuję go nieco do rozmów o członkach rodziny, aby poznać jego zdanie i reakcje.

I co się okazuje? Moje dziecko nie ma problemu ze słowem “tata” mimo tego, że sam go nie ma. Często używa go w odniesieniu do bajek czy opowiadań. Dlaczego problem jest zerowy? Wytłumaczyłam kiedyś Kubie, że są mniej więcej trzy rodzaje rodzin. W jednej dziecko ma oboje rodziców, w drugiej tylko mamę, a w trzeciej tylko tatę. Powiedziałam mu też, że mimo wszystko, jak wygląda dana rodzina i czy składa się z dwóch, trzech czy też więcej osób – dziecko zawsze jest tak samo kochane. Efekt?

-Kuba, w szkole z pewnością będziecie rozmawiać o rodzicach. Wiesz, jak ma na imię mama?
-Tak, masz na imię Karolina.
-Brawo. A kiedy ktoś spyta o imię taty?
-Nie mam taty.
-To prawda, a gdy jakieś dziecko spyta, dlaczego go nie masz?
-Bo nie, mam tylko mamę i już. Prosta sprawa!


Ludzie byli, są i będą różni!

Maluję się, co by przed wyjściem z domu jakos wyglądać, przychodzi do mnie Kuba i pyta:
-Mama, a dlaczego wszystkie dziewczyny się malują?
-Nie wszystkie,a tylko te, które chcą się malować.
-A Ty czemu się malujesz?
-Żeby trochę ładniej wyglądać.
-Mama, ale pamiętaj, że ja Cię kocham nawet, jak nie jesteś pomalowana!


Bardzo postarałam się o to, aby Kuba był też świadomy tego, że na świecie ludzie wyglądają naprawdę różnie. Wie więc, że są ludzie mega chudzi, przeciętni i grubi. Uświadomiłam mu, że nie wolno się wyśmiewać z grubszego człowieka, bo z całą pewnością jest to dla niego bardzo przykre i on sam nie cieszy się z tego, jak wygląda. Powiedziałam mu, że ludzie tyją czasem od jedzenia, czasem od chorób, a innym razem od leków – i że nieładnie jest mówić o kimś, że jest grubasem śmiejąc się z tego. Co przyniosła ta rozmowa?

-Mama, wiesz co?
-Co?
-Kocham Cię i nawet Cię będę kochał, jak będziesz gruba.


Obiad i “sensowne” zjedzenie obiadu – zmora wielu mam, prawda? Są rzeczy, które dzieci jedzą chętnie i takie, na których widok jedzenie podnosi im się do gardła. Dla mnie to normalna sprawa – w końcu dziecko ma prawo do własnego gustu. I mimo tego, że ja z reguły nie jem mięsa – dbam o to, aby jadł je Kuba. Przykładowo jednym z jego ulubionych dań są pulpety (z mięsa mielonego) w sosie pomidorowym. Są jednak dni, kiedy Kuba mimo tego, że na obiad jest coś, co uwielbia – je pomalutku i małymi kęsami, lub… “O niiie, nie będę tego jadł, fuj, nie chcę, nie chcę!!!“. I choć denerwuję się w środku to rozumiem, bo gdyby mi ktoś nałożył na talerz gulasz – zareagowałabym tak samo. Jednak rozróżniam już u Kuby dwie opcje. Pierwsza “Nie zje i koniec kropka…” i druga “wydziwia“, serio.

Dawno temu wytłumaczyłam Kubie, że powinien się cieszyć z każdego posiłku, bo są na świecie dzieci, które zabiłyby się o jedzenie, bo go nie mają i są głodne. Mój syn jest więc świadomy głodu na świecie i tego, że niczego (a przede wszystkim jedzenia) nie powinno się marnować. Efekt?

-Kuba, a co zrobisz, jeśli w szkole podczas drugiego śniadania zobaczysz, że jakieś dziecko nie ma nic do jedzenia?
-Pójdę i mu dam, podzielę się, ale poproszę Panią o nóż, żeby coś przekroić na pół.
-Ale dlaczego?
-Bo niektóre mamy nie mają pieniążków i dzieci nie mają jedzenia i trzeba się dzielić!

 


“Dobre zachowanie” zdaje się być największym problemem wielu rodziców – moim również. Ile razy w ciągu dnia powtarzasz: “nie kop
, “nie skacz po łóżku, bo pękną sprężyny w materacu”, “nie wal nogami w szafę, bo na Ciebie spadnie”, “nie skacz ze stołu na podłogę, bo może stać Ci się krzywda”, “stół nie jest do skakania”, “nie drzyj się tak, bo sąsiedzi Cię usłyszą”, “przestań w końcu krzyczeć!”
? Ja powtarzam to średnio co pięć minut, serio, ale też… nie codziennie. Mam mega aktywnego syna, który ma w sobie naprawdę dużo siły, uwielbia ćwiczyć, biegać, zmęczyć się i tańczyć. Lubi też płakać o “naprawdę głupoty (serio!)” i mazać się przy każdym upadnięciu. A kiedy coś pójdzie nie po jego myśli – WYJE. Serio, wyje i to tak, że na bank słyszy nas drugie osiedle, innej opcji nie ma. Czasem jest tak, że uda mi się go szybko uspokoić; a czasem tak, że Kuba wyje i wyje, aż wreszcie ja muszę podnieść głos jeszcze mocniej i dopiero się uspokaja.

Te całe “buczenie”, “wycie” i “płakanie o byle co” to nasz największy problem, serio. Z jednej strony jestem świadoma tego, że mój syn jest wrażliwym dzieckiem, ma wysoką inteligencję emocjonalną, ale mimo wszystko – to, co czasem odstawia, serio woła o pomstę do nieba. I najlepsze, kiedy pytam, dlaczego się tak wydziera i on odpowiada, że nie wie. I serio nie wie, bo znam dzieciaka na wylot (jak i każda matka swe dziecko), więc wiem, kiedy kłamie.

Kurcze serio – odkąd tylko pamiętam – rozmawiam z nim dogłębnie i nazywam emocje. Mój syn wiem, czym jest “przykrość”, “żal”, “złość”, “rozczarowanie”, “współczucie”, “radość”, “wyczekiwanie”, “euforia”. O nazywaniu uczuć dziecka i wpływu tego na jego psychikę pisałam Wam już kilka lat temu (Dziecko, nie płacz, nic się nie stało… – bo serio się kuźwa stało!!!). Mimo to względem innych, Kuba ma zupełnie inne podejście. Dlaczego? Do końca nie jestem pewna. Może łatwiej mu wytłumaczyć coś komuś innemu, niż samemu zrozumieć? A może ma tak, jak ja, że będzie rozwiązywał problemy znajomych, wciąż nie potrafiąc rozwiązać swoich? Mam nadzieję, że nie.

-Co, jeśli zobaczysz, że ktoś bardzo źle się zachowuje – krzyczy, kopie nogami i nie słucha?
-Trzeba zawiadomić jego mamę.
-Prawda, jeśli ktoś ciągle się źle zachowuje, to nauczycielka na pewno to zrobi, ale mamy nie ma w zerówce. Co powinno się zrobić?
-Powiedzieć Pani.
-Pani z pewnością zobaczy i usłyszy. A jeśli to dziecko będzie źle zachowywało się do nauczycielki i nie będzie chciało się uspokoić?
-Podejdę, pogłaskam go i powiem, żeby się uspokoił i że wszystko jest dobrze i ma się uspokoić.


Nigdy w życiu nie uderzyłam Kuby, raz tylko czysto teoretycznie pokazałam mu na czym klaps polega – osunęłam jego spodnie i lekko przyłożyłam do niego swoją rękę. Nie był zadowolony nawet z dotyku na pośladek i od razu spytałam o powód. Powiedział, że mu się to nie podoba. NIE PODOBA – tylko tyle i aż tyle. Poinformowałam więc moje dziecko, że rodzice są naprawdę różni, że są rodzicie, którzy biją dzieci często właściwie za nic; tacy, którzy czasem dadzą klapsa i tacy, którzy wolą rozmawiać. Co powiedział (wtedy) pięciolatek? Woli rozmawiać.

Drażni mnie strasznie, kiedy słyszę, że u znajomych tej i tej osoby, ktoś daje dziecku na tyłek za każdą pierdołę, bo “NIE WOLNO!“. I wiesz, za każdą pierdołę dziecko dostaje w d*pę. Ot tak, żeby “zapamiętało“. I wiesz, tak sobie myślę… ile razy już musiałabym uderzyć moje dziecko za to, że zrobiło coś – czego nie powinno – tylko po to, by zapamiętało, że nie wolno? Setki? Tysiące?

Jestem z pokolenia dzieci, które właśnie dostawały klapsy, często i gęsto coś więcej. Jestem więc świadoma (na własnym przykładzie), jak często może to doprowadzić do późniejszych problemów. Nie, nie mówię, że zawsze – a jedynie, że MOŻE. Jest różnica. Jednak teraz NIE WIESZ tego, jak wpłynie to później na Twoje dziecko – obejdzie się echem czy będzie jego traumą? Każde dziecko jest inne, a Ty, nie wiesz jeszcze, jakie będzie Twoje dziecko na dziesięć czy kilkanaście lat.

Ach, bo trzeba dać na dupę – prababcia dawała babci, babcia mamie, mama mi – żyjemy i mamy się dobrze. 

Mam wielką nadzieję, że nie podchodzisz tak do tego tematu. Jeśli jednak – błagam, nie próbuj mnie na siłę uświadamiać, bo ja miałam niestety możliwość poznać późniejsze negatywne skutki. Może byłam jedną na milion, to już nieważne. Ważniejszym jest to, że może to właśnie Twoje dziecko, któremu serwujesz klapsy – również będzie tym jednym na milion. Będzie czuło się gorsze, poniżone, z niskim poczuciem wartości i będzie panicznie bało się popełnienia jakiegokolwiek błędu (w szkole, w domu, w pracy), bo wie, że spotka je za to kara – w efekcie tego będzie wycofane i samotne. MOŻE, ale nie musi. To loteria, ale szanse na “wygraną” są lepsze.

Irytuje mnie, no do białej gorączki doprowadza, kiedy widzę jakiś reportaż/artykuł dotykający tematu pobicia dziecka, naprawdę. “Pozwany uderzał zaciśniętą pięścią w brzuch aż do powstania krwiaków i wewnętrznego wylewu“, “Nieżyjące dziecko miało na sobie liczne ślady pobicia, drapania, cięcia i podduszania“, “Kilkulatek zmarł wskutek kilkunastu dźgnięć nożem”. Widzisz różnicę w zachowaniu rodziców między tymi przypadkami? JA NIE. Zachowanie rodzica jest takie samo – przemoc, przemoc i raz jeszcze przemoc. Inne są tylko narzędzia, inne okoliczności.

Więc proszę nie bij, rozmawiaj, to naprawdę przynosi lepsze efekty.

5 komentarzy

  1. No ja też z pokolenia dzieci, które dostawały klapsy:( Mam o to trochę żal do rodziców, bo niestety niektóre pamiętam, a swoje lata mam. Wstyd mi, ale mnie się też zdarzyło… Kocham moje dzieci nad życie i nie pozwolę ich nikomu skrzywdzić, a jednak mi się zdarzyło. Teraz już wiem, że to nic nie daje, a powoduje szereg nieprzewidzianych efektów. Chciałabym ich oszczędzić moim dzieciom. Wolimy wałkować temat i przerabiać go w ten sposób. Owszem, podnoszę głos, czasem każdemu puszczają nerwy, ale krzywdzenie dzieci nie leży w moim światopoglądzie.

  2. Nawet (o ile nie szczególnie) klaps “ogarniający / mobilizacyjny – jest syfem i to najgorszym.
    Dlaczego ? Dziecko owszem , pewnie nie zrobi tego drugi raz , bo … bo nie dlatego, że rozumie, że to złe i dlaczego , ale rozumie , że jak to zrobi to dostanie w du*ę i tyle .

  3. Właśnie klapsy “ogarniające/ mobilizacyjne / pionujące – no zwał, jak zwał – są najgorsze, bo o ile malucha może zaboleć i tego nie zrobi, bo go boli, a nie dlatego, że wie, dlaczego nie – to potem? Dziecko rośnie, ma więcej siły, to więc i rodzic musi użyć jej więcej.

    I tak właśnie rośnie skala przemocy, a dziecko nadal nie wie CO zrobiło źle, ale wie, że tak nie może, bo oberwie i boli.

  4. Klaps zawsze jest ZLY, u mnie od tego się zaczęło…. Bo niby nie powtarzałam “błędu” i choć to nie było, bo nie wiedziałam dlaczego, a dlatego, że się bałam, żeby znów nie dostać.
    Do tej pory nie wiem co zrobiłam źle.

Leave a Response