MATKA TEŻ CZŁOWIEK

CO CHCĘ ZROBIĆ PRZED TRZYDZIESTKĄ?

Mama Kubusia522 views

I wbrew pozorom wcale nie będę pisała o zagranicznych wycieczkach, operacji plastycznej biustu i nosa czy znalezieniu miłości. Moja lista jest bardzo praktyczna i częściowo nawet typowo “materialna”.


Mimo tego, że wychodzę z założenia, że moje urodziny to po prostu kolejna zmiana cyferek, które i tak nic nie znaczą – do tematu trzydziestych urodzin podchodzę nieco inaczej. W praktyce nic się nie zmienia, ale w teorii pojawia się już trójka z przodu. Kiedy byłam w szkole podstawowej czy gimnazjum myślałam, że nigdy nie będę taka stara. Tak, stara – w moich oczach nawet ludzie po dwudziestce byli wtedy starymi, pozbawionymi sił witalnych prykami. Rzeczywistość okazała się jednak cadłkowicie inna, niż to sobie wyobrażałam. Niedawno skończyłam dwadzieścia dziewięć lat (choć byłam święcie przekonana, że będą to moje dwudzieste ósme urodziny, serio!) i wcale nie czuję się staro. Ba! Wręcz przeciwnie, kiedy ktoś pyta mnie o wiek, to nie wiedzieć dlaczego zawsze w pierwszej chwili odejmuję sobie w głowie mniej więcej pięć-sześć lat! Do dziś zdarzają mi się sytuacje, w których jestem proszona o pokazanie dowodu osobistego w sklepie, mimo tego, że osiemnaście lat skończyłam dawno temu.

Bez względu na to, jak młodo się czuję i stety czy też niestety – trzydziestka zbliża się wielkimi krokami i choćbym na rzęsach stanęła, no nie przeskoczę tego. Czas pędzi nieubłaganie i najlepiej widać to nie tyle po nas samych, co po naszych dzieciach. Bądź co bądź, już jakiś czas temu w mojej głowie zrodziła się taka myśl, aby sobie w te trzy dyszki wskoczyć z taką czystą kartą – wiecie, ogarnąć życie, powymieniać to co trzeba powymieniać i przede wszystkim znaleźć się w takim mentalnym “czymś”, co mogłabym określić słowami “jest tak, jak chciałam“.


1. Ogarnąć temat własnego zdrowia

Jakkolwiek okrutnie to zabrzmi – nie robiłam kompletnie żadnych badań przez ostatnie dwa lata. W tym czasie powinnam przynajmniej kilkakrotnie odwiedzić okulistę, ginekologa, endokrynologa, neurologa i być może kardiologa. Mimo tego, że z biegiem czasu czułam się coraz gorzej to przesuwałam temat na późniejpóźniej. Szkoda tylko, że to później tak naprawdę nigdy nie nastąpiło. Kompletnie zaniedbałam temat swojego zdrowia i to na własne życzenie. I szczerze? Mając świadomość tego, jak się czuję – najzwyczajniej w świecie teraz boję się zrobić chociażby podstawową morfologię. I właśnie dlatego dałam sobie te dziewięć miesięcy, aby ogarnąć temat na tyle, na ile będzie można. I to już nie tylko po to, by wreszcie lepiej się poczuć, a po to, aby Kuba mógł jak najdłużej cieszyć się obecnością swojej mamy obok.

2. Włosy, włosy, włosy!

Temat włosów to u mnie temat rzeka i nad swoją głupotą z początku tego roku mogłabym rozmyślać godzinami. Jak już kiedyś wspominałam – mam to szczęście, że mimo tych eksperymentów moje włosy nadal są gęste i rosną bardzo szybko. Nie farbowałam ich już od czterech miesięcy, aby dać im totalnie odpocząć i w tym czasie postawiłam na regenerację, z której efektów jestem zadowolona. Co zamierzam teraz? Odczekać jeszcze chwilę, ufarbować po całości na czarno i następnie przedłużyć. A potem… niech już tylko rosną.

3. Uporządkować sprawy prawne, papierkowe i urzędowe

Jakkolwiek zawile to brzmi chcę – po prostu załatwić kilka spraw, które pozwolą mi odetchnąć pełną piersią i cieszyć się życiem razem z Kubą. Nic mnie obecnie tak mocno nie demotywuje, jak świadomość niepozałatwianych spraw, które choć co prawda mogą poczekać jeszcze trochę – spędzają mi sen z powiek niemal każdej nocy.

4. Tatuaż

Zaraz po tym, jak zrobiłam tatuaż związany z Kubą kilka lat temu wiedziałam, że muszę zrobić następny. Od dawna mam w głowie wizję tego, co ma zdobić mój drugi nadgarstek i sądzę, że to będzie właśnie taki prezent ode mnie dla mnie – na trzydzieste urodziny.

5. Wyjechać na wakacje z Kubą

Podczas minionego lata nie udało nam się nigdzie wyjechać na dłużej mimo tego, że początkowo planowałam wyjazd z Kubą na południe Polski. Złożyło się na to bardzo wiele czynników, w tym również finansowych. Obiecałam sobie, że zanim skończę trzydzieści lat wyjadę z Kubą na kilka dni gdzieś, gdzie nikt nas nie zna i po prostu odpoczniemy we dwoje.

6. Telefon

Jakkolwiek próżnie to brzmi – sprawa jest nieco priorytetowa. Mój ukochany Huawei odmawia posłuszeństwa coraz częściej, co strasznie utrudnia mi nie tylko pracę, ale i wykonywanie codziennych czynności typu dzwonienie czy pisanie sms’ów. Mam już na oku cudeńko, które w pełni zaspokoi moje potrzeby i posłuży przez kolejnych kilka lat.

7. Wymienić całą garderobę

I jestem na dobrej drodze. Już jakiś czas temu opowiadałam Wam o tym, jak dzięki komiksowej książce “Magia sprzątania” udało mi się pozbyć większości ubrań i jak bardzo byłam z tego dumna. Od tamtej pory udało się uzupełnić szafę o kilka perełek, które wypatrzyłam dosłownie za grosze.

8. Nawyki żywieniowe

To u mnie temat ciężki, bo zazwyczaj jadam jeden (góra dwa) posiłek dziennie o godzinie, która to mi pasuje i w której odczuję głód. Od wielu, wielu lat jadam mało, bo najzwyczajniej w świecie rzadko, kiedy jestem głodna. Słodyczy nie jadam praktycznie wcale – jedynie raz na kilka tygodni jakieś czipsy czy popcorn do filmu. Mam jednak problem z napojami gazowanymi, które pochłaniam litrami – być może to właśnie dlatego nie jestem głodna. Obrałam sobie za cel – by ograniczyć ich spożycie i zacząć jadać posiłki o w miarę regularnej porze.


Brzmi zwyczajnie? Możliwe, jednak nie należę do osób, które stawiają sobie cele niemożliwe do osiągnięcia. Mówi się, że chcieć to móc, ale wolę zacząć metodą babysteps, niż od razu rzucać się na głęboką wodę i zakładać sobie coś, czego być może nigdy nie zrealizuję. Oczywiście, że mogłabym na tą listę wpisać dużo ambitniejsze marzenia, plany i cele (chociażby jakąś niepotrzebną mi moim zdaniem operację plastyczną) – wolę jednak powoli odhaczać z listy punkty, które jestem w stanie skreślić. Po co już teraz marzyć o własnym domu i wpisywać go na listę do zrobienia na najbliższe dziewięć miesięcy, skoro mam pewność, że wykonanie tego przekracza w tym momencie moje możliwości?

Wiecie, albo się starzeję, albo najzwyczajniej w świecie doszłam do takiego momentu w moim życiu, że patrzę na wszystko z dystansem. Jeśli mam okazję zrobić coś tylko dla siebie (co zdarza się niezwykle rzadko) – robię to. Kiedy jestem po prostu zmęczona i nie mam dużo pracy, to po odprowadzeniu Kuby do szkoły po prostu idę spać. Uważam, że nie ma niczego złego w zdrowym egoizmie, wręcz przeciwnie. I to wcale nie oznacza, że skupiając się na sobie i swoich potrzebach zaniedbujemy dziecko. Absolutnie! Kiedyś wychodziłam z założenia, że szczęśliwe dziecko, to szczęśliwa mama. Bzdura! Owszem, nic mnie tak nie cieszy, jak uśmiech i radość Kuby. Nic nie napawa mnie dumą tak bardzo, jak jego samodzielność, kiedy recytuje wierszyki czy śpiewa piosenki. Teraz wiem jednak, że dziecko potrzebuje zdrowej, pełnej energii i uśmiechniętej mamy – nie zmęczonej, zmartwionej i znerwicowanej. I właśnie dlatego warto czasem pomyśleć również o sobie.

Leave a Response